Wywiad z Zygmuntem Żakiem

Jednym z najbardziej wszechstronnie utalentowanych artystów ludowych jest Pan Zygmunt Żak. Gra na kilku instrumentach, śpiewa, komponuje, pisze wiersze. Jest również artystą rzeźbiarzem.

Można go spotkać na największych festiwalach muzyki ludowej i kiermaszach rzeźby ludowej w Polsce. Prezentujemy Państwu wywiad, jakiego zechciał udzielić „eWiosce” Pan Zygmunt.


Sylwester Pietruszewski: Od jak dawna zajmuje się Pan twórczością ludową, jak odkrył Pan swój talent w tej dziedzinie?

Zygmunt Żak: Mój Tata był stolarzem cieślą. Jak mieszkał na wsi w Zakrzówku, w okolicach Radomia, robił stolarkę a jak była robota ciesielska –to ciesielkę. Stawiał stodoły, jeszcze do dzisiaj w Kłonowcu jest stodoła, którą Tata stawiał. Później przeprowadziliśmy się do Radomia, bo tata dostał pracę w stolarni. Mieszkaliśmy na peryferiach Radomia, tata miał tam taki warsztacik. Jak szedł do pracy, to my z kolegami robiliśmy w tym warsztaciku mieczyki, różne pistolety i tym podobne rzeczy, w ten sposób zdobywaliśmy sprawność manualną. Ja oczywiście podpatrywałem jak pracuje mój tata, których narzędzi używa, no i ja tak samo. Zresztą kiedyś biegało się ze scyzorykiem, grało się w pikty, zawsze jak jakiegoś patyka się ukroiło to go się obrabiało, czy w korze się rzeźbiło się scyzorykiem. Pierwszą pracę, którą wykonałem, taką realistyczną i chciałem ją przedstawić to była rzeźba rycerza. Było to w pierwszym roku służby wojskowej w Dęblinie. Później po zajęciach, każdy miał trochę czasu i żeby się nie nudzić to każdy się czymś tam zajmował. Później rzeźbiłem okazjonalnie, na jakieś uroczystości, jak szliśmy na imieniny to dawaliśmy w prezencie, również do domu, jak dostaliśmy nowe mieszkanie to krucyfiks (krzyż). Później zobaczyłem, że w Muzeum Wsi Radomskiej odbywają się różne wystawy rzeźby ludowej i wysłałem na ogólnopolski konkurs w Lublinie na współczesną rzeźbę ludową, zająłem tam pierwsze miejsce i z tego tytułu zakwalifikowałem się do twórców ludowych i od tamtej pory zaproszenia dostawałem do Kazimierza. Kiedyś wziąłem ze sobą harmonijkę i gitarę, myślę jak będę przygrywał to będzie wabik dla ludzi, do moich prac rzeźbiarskich. Zaraz po tym pierwszym występie w Kazimierzu przyszła do mnie pani, posłuchała i dała mi zaproszenie na Festiwal Muzyki Folkowej w Lublinie. Było to przed Bożym Narodzeniem, tam zjeżdżały się różne zespoły, nawet z całego świata i grały muzykę ludową. Tam dostałem wyróżnienie. Potem był udział w „Swojskich klimatach”, gdzie głosowała na mnie publiczność. Było to dla mnie bardzo budujące, gdyż jestem amatorem. I tak z festiwalu na festiwal starałem się pozyskiwać nowe piosenki. Najpierw to były piosenki od mojej Mamy, bo pamiętam jak mama często przy pracach domowych śpiewała. Stąd zapamiętałem te piosenki i wszystkie je wykorzystałem śpiewając na festiwalach ludowych w Pińczowie, Sochaczewie, Opatowie. Moim instrumentarium jest harmonijka, którą jeszcze można jeszcze zaliczyć do instrumentów ludowych, bo była jako instrument używana harmonia. Na harmonijce grał na przykład w okresie międzywojennym mój wujek. Jak się dziewczyny zbierały i pierze darły to on im tam podgrywał a później się tańce odbywały. Nieraz na zabawie ludowej jak nie było muzykanta to przy harmonijce też można było zatańczyć. Natomiast gitara to jest u nas instrument raczej nie ludowy. Janczary do rytmu wykorzystałem i tak powstało tak jakby cała orkiestra grała, stąd czasem nazywają mnie „człowiek orkiestra”.
Czy Pańska muzyka jest ściśle tradycyjna, ludowa czy jest raczej inspirowana muzyką ludową?

Tak, można to ściśle określić, że to jest inspiracja. Wiele zespołów teraz widzimy tak jak bracia Golec czy Bratanki, że czerpią ze źródeł muzyki ludowej. To też już jest inspiracja a nie czysty folk taki jak wykonują kapele ludowe w Kazimierzu na Festiwalu Śpiewaków i Muzyków Ludowych.

Jakie jest pochodzenie Pańskich piosenek, wykonuje Pan utwory zasłyszane, tradycyjne ludowe, ale również Pan komponuje?

Tak, to są utwory które śpiewała moja mama jak już wspomniałem, na przykład Hosadyna czy Nasza Andziunia,  prześliczna dama. Ja o tym nie wiedziałem ale moja mama jak tę piosenkę śpiewała to mówiła, że  śpiewali ją jeńcy z rejonów wschodnich złapani przez Niemców , którzy pracowali przy budowie kolei z zachodu na wschód. To jest piosenka z okolic Lwowa, bo kiedyś ją słyszałem w telewizji na festiwalu. Po wojnie była migracja ludności, ze wschodu przesiedlali do Wrocławia i ludzie stamtąd zabierali swoją kulturę. Część piosenek wykorzystałem na festiwalach. „Byłem ja w terminie”  i „O mój czyszlo drogi” słowa były pozyskane z zeszytów muzealnych Muzeum Wsi Radomskiej, ja do nich dołożyłem melodię z wesel, z ocepin. Z innych mam też, bo parę wierszy napisałem. Jak zapowiadam taką poleczkę kresową to mojej kompozycji wierszyk ludowy:

 

Hej muzyko, muzyczko

Hej muzyko, muzyczko
Moja luba nutko
Jakże cię tu nie grać
Kiedy w duszy smutno.
Kiedy w duszy smutno
I serduszko boli
Jak ty przy mnie jesteś
Świat tańczy do woli.
Świat tańczy do woli
Świat się rozraduje
Człowiek u człowieka
Przyjaciela czuje.

I tu zapowiadam poleczkę kresową. Do innych też mam wiersz taki o rzeźbie:

 

Drewienko lipowe

 

Drewienko lipowe, moje ukochane
Wezmę cię do ręki, będziesz ty dłubane
Zamienię cię drewno w figurkę świętego
Chcąc wyrazić wielkość Stwórcy Wszechwiecznego
Drzewo miodorodne w pór roku przemianie
Zaczaruje dłutem w ptaszki malowane
Ptaszki-gwizdki, ptaszki-flety grające z wieczora
Kiedy rosą dusza jest błogosławiona
Ciosaj dłuto, ciosaj drewienko lipowe
Pokazuj w mych pracach wnętrze me duchowe
Pokazuj w mych pracach radość mą do ludzi
Bo radość i miłość skarbnicą dla duszy

To jeszcze jeden taki wiersz refleksyjny, bo w pewnym okresie czasu, kiedy mijają pewne wiosenki i przychodzi nam więcej latek jest refleksja, powrót do dziecinnych lat, wspomnienia i tak dalej. Teraz następny wiersz:

 

Miejsce wielce święte urodzenia mego

 

Miejsce wielce święte urodzenia mego
Gdy do ciebie wracam zatoczywszy koło
Chcę zatańczyć żwawo radością kołyski,
Zawodzeniem pieśni znanej mi i bliskiej
Schodzą się i rozchodzą przemijania drogi
Lecz najmilsza ścieżka wiodąca do duszy
Kiedy na nią wejdę wszystko znów powraca
Barwnej księgi żywy obraz do głębi mnie wzruszy
Zapach ziemi plennej różny z porą roku
Raz pachnący chlebem, raz pachnący sianem
Dźwięk codziennych gospodarskich robót
Połączony ze zwierząt domowych chorałem.
Tempo życia mierzone w takt wolnego walca
Radość chwili, oddech duszy
W kwietnym, miodnym sadzie
Miły powiew wiatru w brzezinie listowia
Lot bociana, świergot ptaków
W geraniach, w ogrodzie
Serce wielkie ogromne jak kram odpustowy
Paradnych strojem dziewcząt napawa się barwą
Powraca echem dzwonów po Aniele Pańskim
Wieczorem zasłuchane w świerszczy granie
Szmaragdową harfą
Tak przychodzi do mnie, kiedy zamknę oczy
Obraz malowany barwami wspomnienia
Świat kochany, drogi mi i bliski
Stron moich rodzinnych, mej małej ojczyzny
Mojego istnienia

Teraz tak jak pan widzi jeżdżę na imprezy folklorystyczne, jarmarki: Jagielloński w Lublinie, Hetmański w Zamościu i tam gdzie jestem zapraszany to chętnie jeżdżę i prezentuję swoje prace i mój dorobek muzyczny.

Zdobył Pan wiele nagród w konkursach i na festiwalach, jest Pan zapewne z tego dumny, ale które nagrody najbardziej Pan ceni?

Myślę, że występ w telewizji w programie „Swojskie klimaty”. To poszło w całą Polskę, i tu cieszę się, że ludzie na mnie głosowali. Tam był konkurs gdzie ludzie wysyłali sms-y i głosowali. To mnie cieszy, że ludziom się spodobało. Tam było jeszcze pięć innych zespołów, nawet o wiele mnie przewyższających, jeśli chodzi o technikę muzyczną, chór był, kapela taneczna, pan, który grał na fortepianie i pan grający muzykę techno a ludziom się akurat spodobało jak ja grałem i to sobie bardzo cenię. Także konkursy, na zabawkę ludową wysyłałem gwizdki. Jeśli chodzi o muzykę ludową to chciałbym, aby na stoisku były także gwizdające zabawki. O tu jest na przykład krokodylek, długi i z zakończeniem fletowym, tak, że można zagwizdać. Takie ciekawostki dla dzieci gwizdki, świstałki, kogutki, wykonane oczywiście z drewna.

Bycie twórcą ludowym to jest kultywowanie tradycji i sztuki, czy uważa Pan to za  potrzebne i ważne?

Ja myślę, że tak. Inaczej nie trzymałbym się tego tematu, nie zakładałbym stroju ludowego radomskiego, pokazywał się, że to właśnie mój region jest. Jak śpiewam te piosenki to chcę także pokazać jak się ubierali w tym regionie. Chciałbym, aby przez to też ktoś mnie naśladował, by się komuś to spodobało. Często występuję w szkołach, przedszkolach, gram na harmonijce, zachęcam do grania, pokazuję, że to najmniejszy instrument, na którym można grać nawet muzykę poważną. Jak się wejdzie w Internecie na YouTube to tam można odkryć zaczarowany świat harmonijki. Stąd też było zainteresowanie, kilka osób pytało, dzwoniło do mnie, jaką harmonijkę kupić, jak zacząć grać. Także nie mówię o gitarze, bo harmonijkę miałem już mając 5 lat, wtedy zacząłem grać a jak poszedłem do szkoły to już utwory proste z Mazowsza czy ze Śląska, które słyszałem w radio umiałem zagrać.

Czy nie uważa Pan, że teraz są niedobre czasy dla takich artystów jak Pan?
Kiedyś były programy w radio czy telewizji o sztuce, tradycji ludowej, na które był Pan zapraszany, a teraz media nie interesują się tą tematyką?

Tak, teraz może inaczej to wszystko rządzi się, ta cała otoczka artystyczna. Ja brałem udział w takich jak pan redaktor Zdzisław Heńk prowadził: „Na przypiecku” i „Klucz do samego siebie”. Kilka razy nagrywał programy w radio Kielce, przyjeżdżała pani z Gościa Niedzielnego, to były typowo programy, gdzie była prezentowana muzyka ludowa. Teraz jest taki festiwal Nowa Tradycja organizowany przez program 2 polskiego radia, gdzie zespoły przyjeżdżają do twórców ludowych na przykład z regionu radomskiego, do słynnych skrzypków, akordeonistów, słuchają tej muzyki a potem wykorzystują na festiwalach, żeby jak najbardziej być autentycznymi. Ja niestety nie mam wykształcenia i gram tak jak gram, tak jak mi dusza i serce podpowiada. Lubię to i myślę, że dopóki mi sił starczy to będę to robił.

Jest kilka festiwali z muzyką folkową z różnych krajów, ale takich z polską tradycyjną muzyką ludową to jest coraz mniej, niestety...

Tak, ale jeszcze są. Kazimierz, tak jak już mówiliśmy. Inne kraje, na przykład Irlandia tam jest ta muzyka grana w klubach. Nawet teraz na weselu jak przyjechali to grali swoją muzykę i tańce pokazali. To było mieszane wesele irlandzko-polskie, gdzie ja też później na drugi dzień grałem na poprawinach i prezentowałem swoje. Od nich grał na flecie i stworzyliśmy od razu, szybko zespół. On się nie musiał dopasowywać, bo był tak oblatany jako profesjonalista, że grał te nasze utwory jak Sokoły czy inne znane. Nie było już kapeli i my odegraliśmy ocepiny irlandzko-polskie. Tak jak mówię, tam jest ta muzyka na co dzień, w klubach, pubach. Bałkańska muzyka to jest taka pomieszana, naleciałości cygańskie i inne takie, to już jest folklor wschodni. Wpada w ucho, smętna a zarazem taka bardzo żywiołowa i niektóre zespoły z taką muzyką powychodziły, tak jak Bratanki, pierwszy utwór Czerwone korale wykorzystały z Bałkanów ten temat muzyczny. Teraz weźmy Enej, ukraińska muzyka bardzo wpadająca w ucho i dobrze się ją odbiera. Nie wiem w ilu procentach to są autentyczne utwory ale też widać, że to jest oparte o tę tradycję.

Nie ma Pan wrażenia, że w Polsce jest coraz mniejsze zainteresowanie sztuką ludową, szczególnie młodzież jakby nie interesuje się tymi tematami?

Tak, to jest troszeczkę, dlatego że ludowość kształtowała się trochę wstydliwie i stąd zamiast muzyki ludowej weszło disco polo, prosta, łatwa, wpadająca w ucho muzyka. A gdybyśmy tak propagowali muzykę ludową i częściej puszczali ją w telewizji to może by się inaczej potoczyły te losy z naszą muzyką ludową. Może na weselach grałoby się ją częściej, bo teraz nie ma na weselach typowo ludowych zespołów, które kultywowałyby tę muzykę, oberki, polki, mazurki i inne.

Miejmy nadzieję, że nadejdą takie czasy…

Miejmy nadzieję, ale jeśli nadejdzie jakaś pomoc odgórna i władze będą bardziej sprzyjająco patrzyły. Teraz wszystko to komercja, kiedyś twórców zapraszali, zwracali za podróż, bo to nie zawsze się sprzeda. Teraz są takie ciężkie czasy, że nieraz trzeba na imprezach dopłacić, dojechać itp. A sięgając na przykład do Skandynawii, tam zajmują się tą twórczością ludową. Są specjalne szkoły, gdzie się młodzież kształci, robią koszyki z wikliny, rzeźbę. Oglądałem kiedyś program taki, gdzie dużo czasu poświęcają i w ramach zajęć szkolnych jest włączona rodzima tradycja. Wykonywanie tradycyjne wyrobów na przykład bednarskich, prostych, które można wykonać czy plecionek z łyka. I tam, tak myślę ta tradycja tak szybko nie zaginie i inne kraje to cenią.

Nie wiem czy Pan pamięta, ale w rządzie Włodzimierza Cimoszewicza był minister kultury i sztuki, który przykładał wielką wagę do sztuki ludowej. Niestety, były silne protesty tzw. „polskich intelektualistów” przeciw temu ministrowi. To przykre prawda?

Tak, właśnie.

Dziękuję bardzo za rozmowę.

I ja dziękuję.

 

 

 

 

 

Artysta ludowy - Zygmunt Żak

DSC 0032

DSC 0285

DSC 0286