WIGILIĘ CZAS ZACZĄĆ!

    Pierwsza gwiazdka jasnym błyskiem radośnie zamigotała na niebie. Jakby czuła, że tego wieczoru nie może zawieść licznej braci, wyglądającej bacznie jej światła malutkimi oczkami przyklejonymi do zimnych okiennych szyb.

W najzacniejszej izbie domostwa już od dawna uwijały się kobiety, znosząc z przesyconej rozmaitością zapachów kuchni Foto421najróżniejsze smakołyki. Piękny lniany obrus lśnił swą szczególną odświętnością, kryjąc pod gęstym splotem cieniutkich włókien rozsypane suto źdźbła siana. Źdźbła, które przez cały Adwent szkolna brać skrupulatnie zbierała jako widoczny znak swych dobrych czynów. Każdy bowiem kosmyk suchej trawy oznaczał coś, czym w tym okresie przysłużyły się komuś w potrzebie, z własnej woli wykonując posługę, niosąc tym radość i uśmiech bliźniemu.
Foto418Obrus zacnie odstawał od stołowego blatu. W domostwie przecież roiło się od szkolnej gawiedzi. Starsze dzieci, z mądrością, niemal dorosłą w swoim mniemaniu, skrupulatnie pilnowały, by te młodsze, ledwo stąpające, nie napsociły zbytnio. Mogłoby to przecież się źle skończyć dla całej rodziny. Ten bowiem dzień jest jedyny w swoim rodzaju, a tradycje, przekazywane z pokolenia na pokolenie, potrzeba wypełnić jota w jotę.

    W najważniejszym miejscu na stole biały opłatek. Cieniutki, śnieżnobiały „chleb”, którym zasiadając do wieczerzy wigilijnej, po uprzedniej modlitwie, wysłuchaniu fragmentu „Świętej Księgi”, wszyscy zebrani przełamią się. Łamać będą tym gestem wszelkie spory, niesnaski, wybaczając wzajemnie wszelkie trudne chwile i niepotrzebne słowa. To moment, w którym i łza popłynie niejedna. Jak czasem trudno spojrzeć prosto w oczy...
Jedno miejsce przy stole pozostanie wolne. Kogoś przecież w domostwie zabrakło...
A może strudzony wędrowiec przechodzić będzie tegoż wieczoru obok i zechce zatrzymać się w naszym domu. Niechże i on Foto419w ten radosny czas znajdzie ciepły kąt i gorącą strawę.

    Tuż obok stołu mrugają wesoło malutkie świeczki, pięknie oprawione w mosiężne lichtarzyki, specjalne, ręcznie wykonane tak, by z łatwością można było przypiąć je do gęstych świerkowych gałązek. Podłaźniczka wesoło błyszczy dziś, wystrojona jabłkami, orzechami, pierniczkami i najrozmaitszymi słomianymi ozdobami. Dzieci od kilku tygodni pilnie pracowały by tego dnia własnoręcznie móc zawiesić swoje słomiane dzieła na zielonym, kłującym malutkie paluszki igliwiu.
W rogu izby rozgościł się wielki snop, całej przecież rodzinie nie może w przyszłym roku zabraknąć chleba.

    Na stole barszcz, groch, fasola, grzyby, ziemniaki, kasze, pierogi z kapustą i grzybami, śledzie suto omaszczone olejem Foto420lnianym, kapusta z grzybami, racuchy, kompot z suszu i obowiązkowo kutia z gotowanej pszenicy doprawiana makiem, miodem i orzechami. Wszystkie dania są postne, składają się z "wszystkiego co w polu, sadzie, ogrodzie, lesie i wodzie" czyli z potraw zbożowych, warzyw, owoców, orzechów, miodu i ryb.
Tego wieczoru nawet w najbiedniejszych domostwach stoły błyszczą niecodzienną obfitością pokarmów.

     Wyróżniają się również wszyscy zasiadający za stołem. Radość błyszczących oczu przyćmiewa najlepsze stroje, wdziane schludnie na ten jedyny wieczór w przeciągu całego roku. Wieczór, na który się czeka, i którego z dziecięcą niecierpliwością wygląda. Któż bowiem nie tęskni za wigilijnymi opowieściami starszych, za wspólnym kolędowaniem i radosnym wymarszem na Pasterkę? Tak, tak... Śniegowe zaspy? Cóż to znaczy! Śnieg jest miękki, delikatny, (dobrze się skleja w odpowiednie kulki...), jasno znaczy drogę do rozświetlonego i brzmiącego radosną kolędą kościoła.
    Jutro także będziemy świętować, i pojutrze, a kolędy pozostaną z nami aż do „Trzech Króli”.

 

Justyna Lewkowicz