Meee...

Felieton

Kiedy jakiś czas temu mój przyjaciel, znany, choć w wąskim kręgu raczej obieżyświat i kulturoznawca (a tak, na marginesie, po porcji zachwytów nad kuchnią chińską przestałem bywać u niego z psem) oznajmił mi, że ma pomysł na tematyczny portal społecznościowy, w którym motywem przewodnim byłyby inspiracje mieszczuchów kultura wiejską pomyślałem sobie – to może być to! Skoro jakiś tam amerykański osesek kosi forsę na zwykłych „lajkach”, to czemu miałby nie wypalić znacznie ciekawszy i chyba ważniejszy temat wzajemnych relacji „panów” do „chamów”?

W końcu to nas wszystkich dotyka na co dzień. Ba! Sam nie raz się zastanawiam od jak dawna mieszka w mieście ten „wsiór” z przeciwka, który zawsze wystawia śmieci na klatkę przed wyrzuceniem. A z drugiej strony, czy nie jest frustrujące kiedy jakiś kmiotek zwołuje pół wsi aby popatrzyli sobie na tych dupków „miastowych”, kiedy żona usiłuje uwolnić obcas szpilki z jakiegoś krowiego placka?

Są w Polsce dwie nacje – „pany” i „chamy”. To fakt bezsporny, widoczny i nic na to nie poradzimy. Geneza powstania tego podziału społecznego jest tak pradawna i co za tym idzie mętna, że usprawiedliwionym wydaje się być sądzenie niektórych przedstawicieli każdej z tych społeczności, że tą drugą jak nic podrzucić nam musieli swego czasu narody jawnie nam nie sprzyjające (ruskie?, żydy?). Choć czasami wydaje mi się, że nie jest tak do końca wykluczone też i to, że na przykład któryś z moich własnych pra-, pra-, pradziadów mógł mieć jakiś związek z pewnymi obdarzonymi porożem zwierzętami, przekazującymi sobie zwykle różne informacje przy pomocy dźwięcznego „meee”. Wy też tak miewacie? Niestety, nie mamy wyjścia, musimy (trudne, miastowe słowo) koegzystować. Co prawda w sukurs przychodzą nam teraz jedynie słuszne, dynamiczne zmiany społeczne i gospodarcze. Migracja wieś-miasto, a ostatnio również znowu –wieś doszła już do tego stopnia, że ostatnio nawet na salonach niewinne żarciki a’la Kuba Wojewódzki o specjalistach od nierogacizny mogą skutkować dziwnymi spojrzeniami pana radcy, czy (uchowaj Boże) profesora. Z drugiej strony wieś od miasta coraz częściej zaczyna różnić się tylko liczbą mieszkańców i rodzajem produkowanego towaru. Więc jest coraz fajniej. Ale czy do końca, czy naprawdę? Czy my czasem czegoś przez ta unifikację nie tracimy?

Na razie jest wszystko łOKej. Jeszcze każdy Polak wie, co to jest na przykład redyk parzenic na hale, choć już nie każdy dostrzega tu jakiś związek z oscypkiem. Tak samo każdy wie, a jeśli nawet nie, to „wrzuca hasło” w Internet, jak się robi kwaśnicę (wiadomo – ananas, dwa banany, wyrzucić środki, jajka, mąka, papryka, pomidor, zamarynować itp., itd.). Ale co będzie jeśli zaginą gdzieś zwyczaje, tradycje, kultura? Kiedy zapomnimy już, dlaczego noc świętojańska jest nocą „Kupały”? Kiedy nawet najstarsi, przez krótką chwilę emeryci nie będą pamiętać, dlaczego w ten czas dziewczęta puszczać będą w kanałach ściekowych stare opony rozjarzone kolorowo chińskimi racami? Kiedy aksjomatem (aksjomat – coś, co wszyscy wiedzą, że jest, ale nikt nie wie dlaczego) stanie się zwyczaj podawania na Wigilię tylu potraw ile aktualnie partii zasiada w sejmie a po wieczerzy wspólne śpiewanie obydwu kolend (…ojczyznę wolną pobłogosław Panie… i …podmoskownyje wiecziera…)? - zabrzmiało moralizatorsko, kiczowato? Wiem przegiąłem, ale każdy chce być czasami takim Skargą (albo na przykład Lisem). Oczywiście zawsze zostaną nam jeszcze kartki na świętego Walentego. To zupełnie miły zwyczaj –
I dlatego jak sądzę, mój przyjaciel, globtroter wymyślił ten portal abyśmy mogli dzielić się między sobą tymi miejsko-wiejskimi mądrościami póki jeszcze w naszej świadomości są. Ale chrzanić go! Pewnie tak naprawdę chodzi mu tylko o kasę. Kapitalista!!! Mnie, tu, w tym miejscu chodzi… no zgadujcie, zgadujcie… chodzi o mnie (oryginalne, nie?). Piszcie dla mnie o wszystkim, co wiecie, zaobserwowaliście, zasłyszeliście. O waszych wspomnieniach. O wsi spokojnej, wesołej i mniej. Napiszcie mi – kim ja jestem (albo nie jestem). Proszę.


Marek Kozłowski

„Post scriptum” – piszę to świadomie pełnymi słowami, póki jeszcze pamiętam, co znaczy ps (bez „i” w środku, co rzadkie) – jakbyście nie mieli czasu na pisanie to zagońcie do roboty dzieciaki. Z takiego pisania może być cała kupa korzyści. Więcej niż z game box’a. To będzie dla nich całkiem bezpieczne, bo choć nie do końca wiemy w którą stronę rozwinie się ta inicjatywa naszego Ojca Założyciela, to jedno możemy zagwarantować – na tym portalu nie będzie tolerowany jakikolwiek seks, porno (guma do żucia przyklejona do blatu) i inne świństwa. No chyba, że byłoby to usprawiedliwione koniecznością dokładnego opisania jakichś szczególnie cennych obyczajów ludowych, typu „oczepiny”, „otrzęsiny”, malowanie… pisanki na Wielkanoc, czy wreszcie wycinanki Kurpiowskie.