O wyższości wikliny nad plastikiem...

Parking, jak zwykle o tej porze, przepełniony. Z trudem znajduję miejsce, wciskając auto pomiędzy dwa inne, z nadzieją, że po powrocie znajdę je w tym samym stanie...

Chwytam za wózek i przesuwając się wśród kolejnych półek wykonuję całą masę dziwnych manewrów. Życzliwość i uśmiech to przecież wielka rzadkość. Może przy kasie... Tam równoznaczne jest to przecież z „być albo nie być”...

Pieczywo, nabiał, stoisko mięsne... Słodycze. Tu może chwilę dłużej... Początek weekendu ma swoje wymogi. A bez paru drobiazgów może okazać się, że coś jest nie tak. Braki są tak trudne do przyjęcia, gdy krzyczące zewsząd reklamy wdzierają się w każdy niemal zakątek świadomości.
Warzywa, owoce... To też, tak dla spokoju sumienia przeciętnego polskiego domu... Z nawykami ile ma to wspólnego, okazuje się nieco dalej, gdy oglądając kolejne „fatałaszki”, stwierdzam, iż numeracja zmienia się bez cienia wątpliwości. 40-tka przecież zawsze była odpowiednia...

Ale nic to... Trzeba się jeszcze czymś pocieszyć. Jak na polski organizm przystało, kilka szklanych opakowań ląduje pośród całego mnóstwa nowych nabytków.

Pchając powoli ociężały wózek docieram wreszcie do kasy. Towary lądują na taśmie, dwa kartony, w które zwykłam pakować zakupy pozostają w wózku.
koszykMiła i fachowo uśmiechnięta Pani Kasjerka wyrywa mnie jednak z zakupowej przyziemności... Okazuje się bowiem, iż tekturowe opakowania, które, podkreślę, od lat bez żadnych problemów dostępne były wszelkim zakupocholikom, od niedawna pozostać muszą w magazynowych zakamarkach. Tłumaczenia Kasjerki, dość pokrętne, wydają się zbędne... Kolejnych kilka plastikowych opakowań wypełniam po brzegi, cały czas nie mogąc pojąć logiki marketu...
Pakując bagażnik auta wstrętnymi plastikowymi torbami, pękającymi przy najmniejszym dotknięciu w niewłaściwy sposób, przypomniał mi się babciny kosz. Wielki, wiklinowy i mocny. Mieściły się w nim wszystkie smakołyki, którymi niegdyś zwykła radować swe wnuczęta. Zawartość plastikowych toreb niczym nie przypominała dawnych produktów. Większość z nich, oprócz połowy tablicy Mendelejewa, zawiera skromny procent właściwego produktu, ale to przecież nie to samo...
Zakupy rzecz ważna. Kolejne kroki kieruję do sklepu z wyrobami wikliniarskimi. Wybieram piękny, duży kosz z prawdziwej jakościowej wikliny.

To właśnie taki ekwipunek towarzyszy moim kolejnym zakupom...

 

Justyna Lewkowicz